„Nie wyobrażam sobie sejmiku bez opozycji”

Rozmowa z Władysławem Ortylem, marszałkiem województwa podkarpackiego.

19999944l

Po wyborach samorządowych Prawo i Sprawiedliwość nominowało siedmiu marszałków. Tylko pan pełnił swoją funkcję w poprzedniej kadencji. Wydaje się, że to dla województwa dość komfortowa sytuacja. Może pan płynnie kontynuować pracę, omija pana czas na wdrożenie. Mało się o tym mówi, a przecież kiedy obejmuje się nową funkcję, zwłaszcza samorządową, ogrom pracy i spraw może przytłoczyć...

- Siedmiu marszałków z PiS to duży sukces wyborczy. Takiej reprezentacji nasze ugrupowanie jeszcze nie miało. To jest realny wpływ na rozwój regionów w kraju. Wejście w nową rzeczywistość jest trudne, choć zależy oczywiście, na jakim poziomie pracowali poprzednicy. Ja przechodziłem przez ten etap 6 lat temu i był to rzeczywiście okres trudny. Kiedy kończy się kadencja, każdy powinien brać pod uwagę, że jego misja może się skończyć. Przypomnę, że zostałem marszałkiem po odwołaniu poprzednika, który miał postawione zarzuty, więc nikt nie przewidywał, że dojdzie do zmiany zarządu. Z jednej strony musiałem się zmierzyć z konsekwencjami tej sytuacji i bałaganem, jaki zostawiła koalicja PO-PSL-SLD. Dodam tylko, że Komisja Europejska wstrzymała nam certyfikację wydatków. Z drugiej strony konieczne było zmazanie niekorzystnego wizerunku województwa, jaki powstał po tej aferze. Trudno mi dziś określić, co było trudniejsze.

W poprzedniej kadencji był pan jedynym marszałkiem z PiS. Teraz partia ma ich aż siedmiu. Jak dotąd wyglądała pana współpraca z pozostałymi marszałkami w ramach konwentu marszałków i czy po wyborach ta współpraca może ulec zmianie?

- Może pana zaskoczę, ale nie miałem większych problemów. Spotykaliśmy się na konwentach i tam sprawy samorządowe były na pierwszym miejscu. No, może trochę sytuacja się zmieniła w 2015 roku, kiedy marszałkowie znaleźli się w opozycji do rządu. Jak pan dobrze wie, konwent podejmuje stanowiska jednogłośnie. Jest to słuszna zasada. Swoje weto zgłaszały różne województwa, jak np. przy głośnej sprawie tzw. „janosikowego”. Teraz siły nieznacznie się wyrównały, może pojawi się więcej polityki, ale dyskusji na argumenty nie powinno brakować.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że nie wyobraża pan sobie sytuacji, gdyby w sejmiku miał pan wszystkich radnych ze swojego ugrupowania. Opozycja, pana zdaniem, jest potrzebna.A jak współpracuje się z opozycją na Podkarpaciu?

- Na pewno lepsza jest opozycja zewnętrzna niż wewnętrzna. A mówiąc serio: tak, nie wyobrażam sobie sejmiku bez opozycji. Musi być grupa radnych, która patrzy na ręce rządzących, która ma trochę inny punkt widzenia. To wpływa pozytywnie także na grupę rządzącą. To my, jeszcze w 2013 roku, proponowaliśmy objęcie stanowiska przewodniczącego komisji rewizyjnej przedstawicielowi opozycji. Wówczas z tego nie skorzystali. Teraz jest to regulacja ustawowa i, niestety, w naszym sejmiku mamy do czynienia z zachowaniem destrukcyjnym, bo klub Koalicji Obywatelskiej zgłasza po raz czwarty człowieka, na którego większość sejmikowa nie wyraża zgody. Ustawa takiego działania nie przewidziała i działamy na razie bez komisji rewizyjnej. Powstał mały problem, ale liczę na odpowiedzialne podejście radnych.

Jest pan jednym z twórców programu „Rozwój Polski Wschodniej”. Jak z perspektywy czasu ocenia pan funkcjonowanie programu i jaka przyszłość go czeka?

- Oceniam bardzo pozytywnie. Pracowałem przy nim wspólnie ze śp. Grażyną Gęsicką. Nie byłoby bez tego takich inwestycji, jak most na Wiśle łączący Podkarpacie z województwem świętokrzyskim czy budowa Centrum Wystawienniczo-Kongresowego. Budowa obwodnicy Jarosławia, przeprawy w Przemyślu czy w Rzeszowie to inwestycje, na które mieszkańcy czekali od dziesiątków lat. Stały się możliwe tylko dzięki temu programowi. W obecnej perspektywie także Podkarpacie sporo zyskało, choć o pieniądze było już trudniej, gdyż nie było dedykowanej puli dla każdego województwa. Liczę, że będzie on kontynuowany w perspektywie 2021-27. Program ten miał wyrównywać różnice rozwojowe między regionami o niskim PKB. Wiele zrobiono, ale wciąż te regiony potrzebują dodatkowej pomocy i już negocjujemy z Brukselą, żeby Program Operacyjny „Polska Wschodnia” był również przewidziany na kolejne lata.
No właśnie... Rozwój Podkarpacia napędzają pieniądze unijne. RPO z poprzedniej perspektywy nazwał pan „najważniejszym instrumentem finansowym”. Czy obawia się pan nowej unijnej perspektywy, co utrata funduszy znaczyłaby dla Podkarpacia?
- Oczywiście musimy się liczyć z obniżeniem finansów, które będą przewidziane w ramach polityki spójności, głównie z powodu opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Dużego spadku się nie obawiam, bo Podkarpacie to region, który wciąż wykazuje więcej potrzeb rozwojowych niż inne bogatsze województwa.

Jakie cele na obecną kadencję pan sobie postawił? Jakie ważne inwestycje czekają Podkarpacie?

- To na pewno w dalszym ciągu inwestycje drogowe. Zabiegaliśmy wiele lat o budowę S19 do granicy ze Słowacją. Teraz nie jest już problemem „czy”, tylko „kiedy”. Rząd Prawa i Sprawiedliwości sprawił, że ta bardzo potrzebna trasa, z punktu widzenia nie tylko województwa, ale i całego kraju, jest już w trakcie budowy. Chcemy też inwestować w kolej. Powstaje u nas Podkarpacka Kolej Aglomeracyjna. Rozpoczęliśmy także dużą inwestycję Podkarpackie Centrum Nauki Łukasiewicz, nie ukrywam, że chcemy mieć swojego "Kopernika". To jest inwestycja komplementarna z pozostałymi, które realizujemy w Jasionce pod Rzeszowem, gdzie powstało centrum biznesowo-naukowe województwa,  tuż przy przecinających się autostradzie A4 i drodze S19, w bezpośrednim sąsiedztwie Portu Lotniczego i skomunikowanej z nim Podkarpackiej Kolei Aglomeracyjnej.

To cele, a co z wyzwaniami? Z jakimi palącymi problemami będzie musiał pan sobie poradzić w tej kadencji?

- Wyciągnęliśmy służbę zdrowia z zapaści, ale to nie oznacza końca problemu. Dlatego kwestie ochrony zdrowia będą dla nas wciąż najważniejsze. W tę dziedzinę trzeba wciąż inwestować i unowocześniać. Przypomnę, że ze środków unijnych do szpitali w naszym województwie trafiło prawie pół miliarda zł. Ponadto rozpoczęliśmy budowę Podkarpackiego Centrum Zdrowia Dziecka. Nasz region wciąż potrzebuje wielkich inwestycji w infrastrukturę transportową, stąd liczymy na kontynuację programu Polska Wschodnia. Liczę, że przyszła perspektywa będzie sprzyjającym okresem dla infrastruktury kolejowej. Chcemy ostatecznie rozwiązać kwestie dojazdu do Warszawy, a także zmodernizować kolej na południu województwa.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
(ski)