Co martwi opolskiego marszałka?

Rozmowa z Andrzejem Bułą, marszałkiem województwa opolskiego.

22442321

Od kilku miesięcy trwa nowa, 5-letnia kadencja samorządu. Jak pan ocenia decyzję o wydłużeniu czasu urzędowania samorządowców? Co jest największym wyzwaniem dla woj. opolskiego na najbliższe 5 lat i co - w związku z wydłużeniem trwania kadencji - zmienia się w planowaniu strategii rozwoju?

-  Patrząc przez pryzmat różnych procesów, dla nas, samorządowców, wydłużenie kadencji to jest dobre rozwiązanie. Ja jestem marszałkiem 5 lat i, opierając się na moim własnym doświadczeniu, mogę powiedzieć, że coś, co zaczynaliśmy 4 lata temu, tak naprawdę w chwili obecnej dopiero wchodzi w szczytową fazę realizacji. Nazwałem swoją kadencję dobrą kontynuacją. Nie wiem, czy ta dobra kontynuacja potrwa 5 lat w rozumieniu tego, co kontynuujemy. Na pewno za 2-3 lata trzeba będzie zadać sobie pytanie, czy nie warto wejść w coś nowego.

Na czym polega ta dobra kontynuacja?

- Wiąże się to z tym, że w obecnej perspektywie finansowej zostaliśmy zobowiązani do kontynuacji kilku zadań. Mowa o działaniach na rzecz strategii niskoemisyjnej, nowym podejściu do termomodernizacji, realizacji projektów z bioróżnorodności, innowacyjności i termomodernizacji. To są projekty, które 3 lata temu przygotowaliśmy jako dokumenty. Każde z 35 miast województwa opolskiego musiało przygotować lokalny program rewitalizacji, żeby móc aplikować o unijne pieniądze. Każda gmina musiała opracować strategię niskiej emisji, gdzie w grę wchodzi również termomodernizacja. To pokazuje, że stworzyliśmy polityki, nowe polityki, które teraz realizujemy. Jesteśmy w szczycie inwestycyjnym, a proces ten potrwa do 2023 r., kiedy kończy się perspektywa finansowa. Już w tym roku będziemy myśleć o nowej strategii województwa i zapisywać kolejne zadania do realizacji po 2023 r.

Prace nad Strategią Rozwoju Województwa Opolskiego, która określi kierunki rozwoju regionu na kolejne lata, już trwają.

- Zgadza się, na lutowym posiedzeniu Sejmiku Województwa Opolskiego przyjmowana będzie uchwała nt. harmonogramu i trybu prac nad Strategią Rozwoju Województwa Opolskiego, która określi kierunki rozwoju regionu na kolejne lata. Wtedy też będziemy dyskutować nt. diagnozy społeczno-ekonomicznej województwa.

Jakie zadania czekają w najbliższym czasie samorząd województwa?

- Głównym zadaniem będzie zakończenie tego, co już robimy. Sami realizujemy 80 projektów własnych. Wyzwaniem niewątpliwie jest realizacja inwestycji drogowych. U nas to jest ok. 600 mln zł. Przed nami do skończenia są m.in. dwie inwestycje - obwodnice Choruli i Dobrodzienia. To są zadania bardzo poważne. Ale skupiamy też uwagę na inwestycjach w sferze edukacji, robimy remont siedziby parków krajobrazowych. Zakończyliśmy przetarg na 20 mln zł na przebudowę Teatru im. Jana Kochanowskiego, kończymy bazę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i wiele innych. Na ostatnim zarządzie dodatkowo omawiana była kwestia zamku w Mosznej, musieliśmy podjąć decyzję o zwiększeniu środków z Interregu o dodatkowe 5 mln zł. Jak widać, przez najbliższe lata w tej części inwestycyjnej mamy co robić.

Są plany, które trzeba zrealizować. Jak to w życiu bywa, pojawią się też zapewne przeszkody. Co najbardziej przeszkadza w efektywnym zarządzaniu regionem?

- Niespójność i nieprzewidywalność prawa tworzonego w Warszawie. Tak naprawdę nie wiadomo, jakim rozporządzeniem, który minister wywróci to, co wcześniej dobrze funkcjonowało. Weźmy przykład dotyczący rozporządzenia ministra zdrowia, wiążącego liczbę pielęgniarek z liczbą łóżek. Wynika z niego, że pielęgniarki mają leczyć łóżka, nie pacjentów, więc przypisano je właśnie do nich. To jest absurd. Ktoś sobie odkurzył plany z 2005 r., kiedy pielęgniarki o to zabiegały. Problem polega na tym, że mamy rok 2019, żyjemy w innej rzeczywistości. Nie wiemy też, co nas czeka, jeśli chodzi o nową ustawę o finansach publicznych. I to przeszkadza w codziennej pracy, bo nie ma dobrej jakości tworzenia prawa. Kiedyś było tak, że projekty strategiczne, kluczowe dla jakichś partnerów - obojętnie jakich - przygotowywał rząd, odbywał się normalny proces konsultacji, były prace komisji wspólnej rządu i samorządu w różnych obszarach. Taki projekt ustawy wpływał na komisję i wszyscy nad nim dyskutowali. Dzisiaj na korytarzach sejmowych robi się łapankę na 15 posłów, żeby złożyli podpisy - mówię o posłach z PiS-u - i oto jest inicjatywa poselska. 48 godzin wystarczy, żeby przyjąć wszystko, co się chce. Rok temu w sali kolumnowej przyjmowano uchwałę budżetową, nie wpuszczając posłów, a teraz w 4 godziny przyjęto ustawę budżetową, nie pozwalając na zadawanie pytań i na jakąkolwiek dyskusję. Jeżeli najważniejszy dokument, wyznaczający kierunek, w jakim mamy działać w najbliższym roku, jest tak uchwalany, to mi to przeszkadza.

A jak pan ocenia pomysł Jarosława Gowina i partii Porozumienie? Pytam oczywiście o deglomerację.

- Ja do żadnego pomysłu, który wychodzi z PiS-u nie podchodzę poważnie i żadnego nie komentuję. Czymś się trzeba wyróżnić i to wszystko.

Porozmawiajmy trochę o polityce. Do niedawna samorządowcy PiS w Związku Województw stanowili mniejszość, dziś to się zmieniło. Jakie są pana wrażenia po pierwszym Zgromadzeniu Ogólnym Związku po wyborach?

- Na początku było trochę bałaganu, pierwsze głosowanie było nieskuteczne, był remis, bo 2 głosy były nieważne. My jednak wykorzystaliśmy to, że w województwie podlaskim przewodniczący sejmiku jest z Platformy Obywatelskiej i wygraliśmy 33 do 31. Mamy przewodniczącego Związku Województw RP. Cieszę się, że później udało się dojść do porozumienia i do zarządu weszło trzech przedstawicieli z jednej i trzech z drugiej strony. Podzieliliśmy się także miejscami w komisji rewizyjnej. Trudno mi powiedzieć, jak to będzie dalej, dlatego że marszałkowie, którzy są w woj. łódzkim, świętokrzyskim i lubelskim, to są tacy troszkę spadochroniarze. To są politycy z najwyższej półki Prawa i Sprawiedliwości, którzy zostali przekierowani do samorządów - pan minister Stawiarski poszedł do Lublina, rezygnując z funkcji wiceministra sportu; marszałek woj. łódzkiego Grzegorz Schreiber kiedyś był wiceministrem sportu; wicewojewoda świętokrzyski jako nie radny został marszałkiem. Żeby była jasność, nie uważam, że jest w tym coś złego, bo mówiłbym sam przeciwko sobie. Ja 5 lat temu też zostałem marszałkiem, rezygnując z własnej woli z posłowania. To są moi koledzy z dawnej komisji sportu, bo każdy z tych marszałków był członkiem komisji sportu i kultury fizycznej w Sejmie. Wracając do Związku Województw - nie chcieliśmy, żeby którakolwiek ze stron zbojkotowała ten związek. W uprawianiu polityki nie chodzi o to, żeby robić sobie na złość, ale żeby zaakceptować rzeczywistość i iść do przodu.

Po październikowych wyborach samorządowych niewiele zmieniło się w układzie sił w opolskim sejmiku. Ten układ się sprawdza?

- Już w tamtej kadencji powiedzieliśmy sobie, że naszym celem będzie utrzymanie koalicji mniejszości niemieckiej, PSL i PO. Oczywiście wcześniej nie rozmawialiśmy o tym, jak ma wyglądać układ stanowisk. Uznaliśmy, że zrobimy to po wyborach, jak będą znane wyniki. Nigdy natomiast nie robiliśmy nic przeciwko sobie, żeby udowodnić w tej trójstronnej kolacji, że ktoś jest silniejszy, a ktoś słabszy - bez względu na to, ile kto miał mandatów. I chyba mieszkańcy województwa opolskiego dostrzegli, że nigdy nie było między nami sporu, nigdy nie daliśmy mediom powodów, by nas - mówiąc potocznie - rozjeżdżały, co w niektórych samorządach ma miejsce. Może to jest nudne, ale jeśli tak ma wyglądać polityka, to dla mnie ona może być nudna. Oczywiście dla mediów czy wyborców to było irytujące, że na tydzień przed wyborami schowałem się i nie chciałem nic komentować, a tuż po nich było zupełne embargo na wszelkie informacje. Wiedziałem, że każde nazwisko będzie powodem do przepychanek i spekulacji. Na szczęście udało się tego uniknąć.

A jak pan ocenia współpracę z wójtami, burmistrzami i prezydentami w regionie?

- Wielu samorządowców w regionie to po prostu koleżanki i koledzy. Cieszę się, że nowo wybrani włodarze to również ludzie nastawieni na współpracę. Ja jestem zwolennikiem szczerego partnerstwa, jeśli chodzi o współpracę na terenie województwa. My, w województwie opolskim, jako jedyni prowadzimy zarządzanie pieniędzmi unijnymi poprzez subregiony. ZIT, czyli Aglomeracja Opolska z Opolem i 21 gminami, jest odgórnie narzucony. Ale powstały także subregion południowy, kędzierzyńsko-kozielsko-strzelecki, północny oraz brzeski. Samorządowcy ukonstytuowali się w stowarzyszenia, wyłonili spośród sobie władze, a my daliśmy im pieniądze na termomodernizację i niską emisję. Przyznaliśmy też subregionalnie pieniądze na inwestycje senioralne, czyli budowę domów opieki, i chcielibyśmy w ten sam sposób zaplanować działania w kolejnej perspektywie, bo to świetnie funkcjonuje.

Czyli stawiacie państwo na partnerstwo?

- Zdecydowanie. Nasi wójtowie i burmistrzowie tak doskonale się zorganizowali, że realizują projekty partnerskie po kilkunastu partnerów. Na przykład w Kędzierzynie-Koźlu są dwa projekty dotyczące niskiej emisji. Pierwszy skupia 14 partnerów, pani prezydent Kędzierzyna-Koźla Sabina Nowosielska jest szefową - zarówno stowarzyszenia subregionalnego, jak i projektu. To jest ogromna odpowiedzialność, ale wszyscy samorządowcy po prostu się dogadali. Takiej liczby projektów partnerskich nie ma chyba nigdzie w Polsce. Dzisiaj wielkim wyzwaniem dla nas wszystkich jest projekt LIFE, który będziemy rozliczać bezpośrednio z Brukselą. 17 stycznia, z 26 wójtami i burmistrzami podpisaliśmy taki program, związany z ochroną powietrza.

Na czym polega projekt, o którym pan mówi?

- To projekt, w którym wykwalifikowani specjaliści w każdej gminie pomogą mieszkańcom województwa w zadbaniu o czystsze powietrze. Powstaną specjalne studia stworzone przez nas z Politechniką Opolską dla pracowników samorządowych w zakresie ochrony powietrza. Wszyscy studenci będą mieć to samo zadanie - napisać pracę dyplomową na ten temat, ale w odniesieniu do swojej gminy. W efekcie studia zakończą się dokumentem o każdej gminie. Następnie ponad 140 tys. obiektów - indywidualnych i publicznych - zostanie zweryfikowanych pod kątem termomodernizacji. Powstanie platforma informatyczna dotycząca ochrony środowiska - jej realizacji podjęli się informatycy z naszego urzędu. Głównym celem projektu jest lepsze i skoordynowane działanie na wszystkich szczeblach administracji.

Co zyskają na tym mieszkańcy?

- Między innymi wsparcie wykwalifikowanych doradców, którzy pojawią się w każdej gminie i będą mogli pomóc każdemu, kto się do nich zgłosi, np. w wyborze ekologicznego źródła ciepła. Będzie także wspólna dla całego regionu aplikacja, dzięki której będzie można śledzić zanieczyszczenia powietrza. We wszystkich gminach województwa – nie tylko tych partnerskich – będą zainstalowane czujniki powietrza.

W jednym w wywiadów powiedział pan, że 2018 r. był dobry dla opolskiej gospodarki.

- Bo to był dobry rok. Pod względem wysokości wypłaconego firmom wsparcia oraz pod względem wysokości nakładów inwestycyjnych, które mają ponieść w naszym regionie nowi inwestorzy, miniony rok był rekordowy. A to znaczy, że gospodarka i nasi przedsiębiorcy pracowali na najwyższych obrotach. Często spotykam się z przedsiębiorcami, znam ich problemy. Oni też są zależni od tego, jak tworzy się prawo. To dotyczy m.in. firm transportowych, a trochę ich na Opolszczyźnie mamy. Ich działalność jest związana z pracownikami delegowanymi, a ich przyszłość z tym, co przyjmie Parlament Europejski. Irytują się bardzo, że premier Morawiecki opowiada, jak dobra jest sytuacja w bankach, a oni idą do tych banków i zderzają się ze ścianą, która im mówi „nie dostaniesz gwarancji rękojmi”. I tu jest duży problem. Firmom niekiedy nie opłaca się przekraczać pewnej bariery rozwojowej, bo to wymusza na nich niestandardowe zachowania, na które nie są przygotowane. Na szczęście nasze firmy generalnie dobrze sobie radzą, co widać po podatkach, wpływach z PIT-u i CIT-u też, bo spodziewamy się tutaj trzycyfrowego wyniku.

Panie marszałku, tak z ręką na sercu, co w minionym roku nie wyszło, co się nie udało?

- Mamy pewne opóźnienia, jeśli chodzi o niektóre inwestycje drogowe, ale nie dlatego, że ktoś coś nam odrzucił. Jesteśmy najlepsi, jeśli chodzi o zarządzanie funduszami unijnymi w Polsce. Dużo uwagi poświęcamy na przewidywanie ewentualnych ryzyk. Nie udaje się nam, ale nie z naszej winy, lecz z winy rządu. Weźmy  na przykład polder Żelazna, czyli zabezpieczenia przeciwpowodziowego. Przygotowaliśmy dokumentację projektu, zabezpieczyliśmy na to działanie pieniądze w regionalnym programie operacyjnym. W styczniu ubiegłego roku powstało przedsiębiorstwo państwowe Polskie Wody i od tej pory nic się nie wydarzyło. Czas biegnie, ale ciągle mam nadzieję, że ten ważny projekt w końcu zostanie przez Polskie Wody zrealizowany. Szczerze mówiąc, nie dostrzegam w minionej kadencji czegoś, co można by nazwać porażką. W kategoriach politycznych udało nam się zrobić lepszy wynik niż 4 lata temu. Nie dostrzegam więc porażki, ale może też dlatego, że staram się je przewidywać. Ja w swoim życiu doświadczyłem już bardzo wielu porażek i wiem, co to znaczy coś przegrać.

Tak zwana wieść gminna niesie, że wybiera się pan do Parlamentu Europejskiego. To prawda?

- Za wcześnie, aby o tym mówić. Jeżeli jednak byłaby taka wola polityczna, żebym kandydował, to tak, chcę spróbować.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
(ski)