Zaległości nie da się nadrobić w kilka lat

Rozmowa z Andrzejem Bętkowskim, marszałkiem województwa świętokrzyskiego...

9786776

Jak pan ocenia sytuację gospodarczo-społeczną regionu na początku 2019 roku i nowej kadencji?

Andrzej Bętkowski: - Nie będę ukrywał, że sytuacja społeczno-gospodarcza regionu nie daje powodów do pełnej satysfakcji. W wielu rankingach, choćby atrakcyjności inwestycyjnej, region plasuje się raczej w końcówce tabeli. Mamy problemy demograficzne – społeczeństwo starzeje się, a wiele młodych osób wyjeżdża poza region w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Jest więc nad czym pracować i jest co próbować zmieniać. Ale trzeba mieć też świadomość uwarunkowań, w jakich działamy. Mam tu na myśli zarówno opóźnienia infrastrukturalne, jak i fakt, że ponad 50 proc. obszaru województwa to tereny wiejskie, gdzie te braki w infrastrukturze były szczególnie widoczne. Prawie połowa mieszkańców regionu pracuje w rolnictwie – to znacząco wpływa na wielkość PKB, w sposób negatywny oczywiście. Mamy mało ośrodków miejskich, a miasta na północy regionu – mam na myśli Skarżysko, Starachowice i Ostrowiec Świętokrzyski – wciąż nie wydobyły się całkowicie z zapaści gospodarczej po czasach, gdy dominował w nich przemysł ciężki. Ten proces trwa, a nasze „Trójmiasto” wciąż pracuje nad wzbogacaniem formuły rozwoju. To wszystko pokazuje, że Świętokrzyskie nieprzypadkowo znalazło się w gronie pięciu województw Polski Wschodniej ze specjalnie dedykowanymi im funduszami pomocowymi. Możemy powiedzieć niestety, ale też nie da się ukryć, że jesteśmy w grupie pięciu najsłabszych ekonomicznie polskich województw, które wymagają szczególnych działań, by ten dystans rozwojowy do mocniejszych regionów zmniejszać.  

Przejął pan fotel marszałka po długich, bo 12-letnich rządach poprzednika. Jakich zmian w zarządzaniu trzeba oczekiwać?

- Jesteśmy na etapie przeprowadzania koniecznego „bilansu otwarcia”. Poprzednicy również działali na rzecz tego województwa – tego nie negujemy. Ale oceniając organizację urzędu czy podległych jednostek, jako Zarząd Województwa widzimy, że są obszary do korekty czy też nawet głębszej zmiany. Jeśli chodzi o sam urząd – wydaje się, że jest to dość sprawny organizm, natomiast pewnego przemodelowania będą wymagały jednostki podległe samorządowi województwa. Patrzymy na to pod kątem wymogów i wyzwań, które stoją przed nami; przede wszystkim programu, który chcemy realizować. W inauguracyjnym wystąpieniu zwróciłem uwagę na trzy filary – gospodarkę, bezpieczeństwo i rodzinę. To są obszary, na których chcemy się skupić. Jeśli chodzi o gospodarkę, to będziemy integrować działania jednostek wojewódzkich, które dziś działają jednak w pewnym rozproszeniu. Naszym celem będzie stworzenie organizmu, który wstępnie określiliśmy jako Świętokrzyski Fundusz Rozwoju, który scalałby kilka instytucji: Świętokrzyskie Centrum Innowacji i Transferu Technologii, Fundusz Pożyczkowy, Fundusz Poręczeniowy, Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne. Ten nowy fundusz współdziałałby z takimi podmiotami jak Starachowicka Strefa Ekonomiczna czy Kielecki Park Technologiczny. To pozwoliłoby na ujednolicenie działań i kompleksową obsługę potencjalnego inwestora.

Gdzie pan widzi najsilniejsze punkty województwa świętokrzyskiego, być może takie, które nie są wykorzystane tak, jakby mogły być?

- Z pewnością naszym atutem są bogate zasoby naturalne – kopaliny wykorzystywane głównie w produkcji materiałów budowlanych. Mamy firmy wydobywcze, przetwórcze, cementownie, które budują kapitał przemysłowy regionu. Nowoczesne budownictwo to jedna z tych branż, która została zdiagnozowana jako inteligentna specjalizacja regionalna. Atutem Świętokrzyskiego jest bogata historia i walory krajobrazowe – przykładem nasze piękne Ponidzie – które pozwalają nam upatrywać szans na wzrost gospodarczy w turystyce. Takim szczególnym motorem wzrostu może być turystyka uzdrowiskowa, rozwijająca się w oparciu o uzdrowiska Busko–Zdrój i Solec Zdrój, do których w niedalekiej przeszłości mam nadzieję dołączy również Kazimierza Wielka. Ale myślę także o szeroko rozumianej turystyce rodzinnej. Oczywiście, nie będziemy konkurować z ofertą Podhala czy Wybrzeża Bałtyku, ale Świętokrzyskie ma dobrą bazę turystyczną, duże walory krajobrazowe, czyste środowisko naturalne i niewątpliwy atut położenia w centrum kraju. Turystyka generuje dziś znaczny procent PKB, tak więc liczymy, że również w gospodarce naszego województwa będzie ona odgrywała coraz istotniejszą rolę.

A słabości? Jak większość regionów tzw. Polski Wschodniej, województwo świętokrzyskie ma PKB per capita na poziomie niespełna 72 procent średniej krajowej. Czego konkretnie potrzebuje wasz region, by zmniejszać dystans do Wielkopolski czy Pomorza?

- Założenie, że kilka czy nawet kilkanaście lat wystarczy, by zniwelować różnice między najlepiej rozwiniętymi polskimi regionami a województwami Polski Wschodniej jest nierealne, a co najmniej nadmiernie optymistyczne. Pierwszym celem polityki regionalnej jest stopniowe zatrzymanie procesu powiększania się dysproporcji, a następnie – próba ograniczenia skali tych różnic. Jest to, oczywiście, zadanie skrajnie trudne, biorąc pod uwagę zarówno bardzo zróżnicowany - a uwarunkowany historycznie - poziom wyjściowy polskich regionów, jak i utrzymującą się tendencję do kumulowania dużych inwestycji przez największe ośrodki. Można oczywiście mówić, że strumień funduszy, które napływają do najbiedniejszych województw, niewystarczająco niweluje różnice, ale z drugiej strony można sobie wyobrazić, do jak dużych dysproporcji doszłoby, gdyby tych środków pomocowych nie zastosować. W tym znaczeniu ta interwencja jak najbardziej działa. Natomiast ograniczanie tego zjawiska wymaga czasu, dobrze skonstruowanych strategii rozwoju i umiejętnie zdiagnozowanych specjalizacji regionalnych, które w perspektywie czasu staną się tymi „lokomotywami wzrostu”. Wzmocnienie tych potencjałów rozwojowych pozwoli nam na szybszy rozwój i skuteczniejszy „pościg” za mocniejszymi gospodarczo regionami. Również wzmocnienie potencjału badawczo-rozwojowego i relatywnie dużego potencjału akademickiego może przynieść pożądane rezultaty.

Przed wyborami samorządowcy z PiS krytykowali Adama Jarubasa za zbyt wolne wydawanie funduszy unijnych. Jak pan dzisiaj ocenia zaangażowanie regionu w ich wykorzystanie? Potrzebne jest przyspieszenie?

- 2018 rok, zwłaszcza jego druga połowa, to był okres mocnego przyspieszenia, jeśli chodzi o wydatkowanie funduszy unijnych z Regionalnego Programu Operacyjnego. Będziemy się starali utrzymać to tempo, poprawiając przy tym sposób zarządzania funduszami europejskimi, co mam nadzieję również pozwoli na sprawniejsze ich wydatkowanie. Mamy już zakontraktowane (w formie umówi i preumów) 83,1 proc. środków z RPO. Liczba wybranych projektów to 863, ich całkowita wartość to ponad 5 mld zł, w tym jest 3 mld 285 mln zł unijnego dofinansowania. W tym roku ogłosimy 7 kolejnych konkursów z RPO w obszarze Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i 25 naborów projektów w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Jak pan widzi wdrażanie w życie Pakietu dla miast średnich i tzw. odejście od promowania metropolii? W świętokrzyskim z dużych ośrodków mamy właściwie tylko Kielce. Czy w najbliższych latach finansowanie RPO i innych programów będących w gestii marszałka w większym stopniu trafiać będzie do tych mniejszych miast?

-  W Regionalnym Programie Operacyjnym mamy zdiagnozowane obszary specjalnej interwencji i jest to m.in. obszar trzech miast tracących swoje funkcje społeczno-gospodarcze: Starachowic, Ostrowca Świętokrzyskiego i Skarżyska-Kamiennej. To z pewnością są ośrodki, które wymagają szczególnego wsparcia. Ale to już od włodarzy tych miast zależy, jak te fundusze wykorzystają. Ja ciągle myślę o moim rodzinnym Skarżysku, które pozostaje w ogonie miast i powiatów, gdzie zatrudnienie jest małe, a poziom bezrobocia jest największy w całym województwie. A przecież ogromny węzeł komunikacyjny, jedna z największych stacji kolejowych w Polsce, duże zakłady przemysłu zbrojeniowego i tereny do dyspozycji - to są atuty, które koniecznie trzeba wykorzystać. Nie możemy się jednak ograniczać też jedynie do ośrodków z północy regionu. Ten pakiet powinien obejmować także takie miasta, jak Staszów, Jędrzejów czy Sandomierz.

Kielce się muszą pogodzić z tym, że pieniędzy dla nich będzie mniej?

- W Regionalnym Programie Operacyjnym stolica regionu i ościenne gminy również mają wydzieloną specjalną pulę pieniędzy na wzmocnienie ich funkcji metropolitalnych, dlatego uważam, że Kielce nie mają powodu do narzekań. Generalnie chcemy realizować w woj. świętokrzyskim ideę zrównoważonego rozwoju. A to oznacza, że w naszej polityce regionalnej jest miejsce dla wszystkich ośrodków, zarówno tych mniejszych, jak i dla stolicy województwa, która w naturalny sposób jest motorem wzrostu dla całego regionu.

Program Polska Wschodnia to nadal nadzieja na szybszy rozwój dla regionu?

- Patrząc na dane GUS odnośnie wzrostu PKB w województwach Polski Wschodniej, wyraźnie widzimy, że regiony te mocno pracują nad zmniejszeniem dystansu. Dynamika wzrostu PKB w tych regionach jest najwyższa w kraju. Ale przecież inne regiony też nie stoją w miejscu. To trochę tak, jak z pozycją ekonomiczną Polski w Europie. Jesteśmy o wiele silniejsi niż ćwierć wieku temu, co nie oznacza, że na mapie zasobności jakoś specjalnie awansowaliśmy. Powtórzę – województwo świętokrzyskie, jak i inne regiony Polski Wschodniej, do tego „wyścigu rozwojowego” startowało ze znacznie gorszej pozycji. I w pierwszym etapie musiało przede wszystkim nadrabiać zaległości infrastrukturalne, zwłaszcza w zakresie komunikacji, ale nie tylko. Czy ktoś pamięta katastrofalne wskaźniki, dotyczące dostępu do wodociągów, kanalizacji, nie mówiąc o sieci gazowej? To się w sposób radykalny zmieniło, ale ciągle jeszcze mamy wiele do zrobienia. A przecież np. bez dobrej komunikacji nie można mówić o rozwoju gospodarczym, o przyciągnięciu inwestorów. Tylko w 2019 roku na modernizację dróg w regionie i budowę obwodnic miast wydamy ponad 320 milionów złotych. Poprawiamy też komunikację kolejową. A i tak ciągle możemy mówić o swego rodzaju deficycie komunikacyjnym, bo region omijają np. autostrady, a liczba i długość dróg ekspresowych jest dalece niewystarczająca. Programy pomocowe dla Polski Wschodniej nadal są potrzebne, bo nie tylko pozwalają nadrabiać zaległości, ale też trzymają w ryzach te różnice w poziomie rozwoju – one wciąż są, ale nożyce rozwojowe już się tak nie rozwierają.

Dużo się mówi ostatnio o deglomeracji, która miałaby dotyczyć nie tylko instytucji centralnych. Wyobraża pan sobie przeniesienie części marszałkowskich urzędników poza Kielce?

- Niektóre z naszych instytucji, jak Regionalne Centrum Naukowo-Technologiczne czy Muzeum Wsi Kieleckiej, już teraz są poza stolicą województwa. Ale tak naprawdę chętniej widzielibyśmy u nas jakąś instytucję centralną. Pierwszy krok został uczyniony - pod koniec grudnia podpisaliśmy umowę na dofinansowanie z RPO projektu budowy w Kielcach kampusu laboratoryjnego Głównego Urzędu Miar. Bardzo liczymy na realizację tej inwestycji. Nie tylko w wymiarze nowych miejsc pracy, ale także stworzenia jednostki naukowo–badawczej, która wpłynie na wzmocnienie powiązań między szkolnictwem wyższym, sektorem badań, strategią innowacji i przedsiębiorcami.

9 stycznia marszałkowie z Prawa i Sprawiedliwości spotkali się z Mateuszem Morawieckim i Jarosławem Kaczyńskim. Komentowano to, że otrzymaliście odgórne wytyczne, jak pracować. Zgadza się pan z opinią, że samorząd ulega jednak pewnej centralizacji, częściej patrzy na to, co powie „Warszawa”?

- Rzeczywiście takie spotkanie się odbyło, ale nie miało ono charakteru żadnego „ręcznego sterowania”, nie było żadnych tego typu wytycznych. Osobiście nie widzę żadnych zagrożeń dla samorządów ani chęci centralizacji ich decyzji czy działań.

Po wyborach mówiono o tym, że przez podziały polityczne współpraca samorządowców o różnych poglądach politycznych może być utrudniona. Jak pan odbiera takie opinie? Czy marszałek z PiS będzie przychylniej patrzył na JST, gdzie rządzą jego koledzy z partii?

- W samorządzie jestem od dawna i wielokrotnie przekonywałem się, że samorządowcy to taka grupa osób, która znajduje wspólny język. W samorządzie polityka nie odgrywa takiej roli jak na szczeblu centralnym. Liczy się merytoryczna dyskusja i chęć rozwiązania problemu, np. realizacji takiej czy innej inwestycji. Ważne jest przygotowanie istotnych projektów, a nie to, z jakiej partii jest ten albo inny wójt. Wszyscy pracujemy dla lokalnej społeczności i myślę, że na tym „samorządowym poletku” będzie wiele miejsc, gdzie będziemy mogli znaleźć wspólny język.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
(ski)