Czas na zmiany w funkcjonowaniu województw?

Rozmowa z  Małgorzatą Ochęduszko-Ludwik, wicemarszałkiem woj. śląskiego.

temat2

Pani samorządowe doświadczenie pozwala porównać wszystkie szczeble samorządu. Dlaczego pani zdaniem mieszkańcom tak trudno identyfikować się z sejmikiem, marszałkiem?

- W 1994 r. pierwszy raz zostałam radną miejską i byłam wiceprezydentem miasta. Potem byłam radną powiatową i członkiem zarządu powiatu, zatem mam doświadczenie w pracy władzy uchwałodawczej i wykonawczej. Potem byłam radną sejmiku i pełniłam różne funkcje w komisjach, teraz w zarządzie woj. śląskiego jestem wicemarszałkiem. Nieskromnie powiem, że samorząd nie ma dla mnie tajemnic. Z doświadczenia wiem, że najbliżej do mieszkańców jest radnemu gminy i burmistrzowi miasta, bo oni znają ich problemy, są w stanie bezpośrednio pomóc. Najdalej konkretnemu Kowalskiemu jest rzeczywiście do sejmiku wojewódzkiego. Mimo że samorząd województwa funkcjonuje już parę kadencji, to nawet dorośli mają problem z rozróżnieniem, kim jest marszałek województwa, a kim wojewoda, kto faktycznie jest gospodarzem regionu, czym zajmuje się sejmik. Może rzeczywiście potrzebna jest nam edukacja społeczeństwa. Nasz samorząd rozpoczął taką akcję pod nazwą "Lekcje samorządowe". To próba zaktywizowania młodych ludzi, by się angażowali, by wspólnie decydowali, by nauczyli się trudnej sztuki kompromisu. Żeby wiedzieli też, co może radny, co może wójt, burmistrz, prezydent, znali procedury i zasady demokracji. A tego brakuje.

Może by przybliżyć Kowalskiemu zadania marszałka, warto zmienić system jego wyboru? Gdyby mieszkańcy bezpośrednio wybierali marszałka, bardziej interesowaliby się tym, co robi?

- Były takie propozycje, ale moim zdaniem to nie jest proste. Sejmik funkcjonuje podobnie jak struktury parlamentarne. A w strukturach parlamentarnych premiera wybiera parlament, a następnie premier wybiera ministrów. Podobnie jest na naszym szczeblu regionalnym. Radnych wybierają ludzie w swoich okręgach, ale to radni wybierają marszałka, a marszałek dobiera sobie skład zarządu. Może samorząd wojewódzki postrzegany jest jako daleki, po części nawet wirtualny, bo nie załatwia sprawy konkretnego Kowalskiego, ale taki jest nasz system demokracji. Sejmik ma inne zadania - wytycza kierunki, próbuje organizować pracę wszystkich samorządów, zasugerować rozwiązania samorządom niższego szczebla.

Samorząd wojewódzki to jednak najbardziej upolityczniony szczebel samorządu. W większości sejmików rządzi koalicja PO-PSL. W województwie śląskim jest aż 4 koalicjantów. Jak pani zdaniem ten układ sił będzie wyglądał po wyborach?

- Naprawdę trudno powiedzieć. Wszystko zależy od tego, jakie tempo i jaki rodzaj będzie miała kampania. Dużo zależy też od polityki Prawa i Sprawiedliwości. Generalnie bowiem polityka rządzących jest taka, by przed wyborami pokazać, że pora na zmiany, że ci, którzy do tej pory funkcjonowali w strukturach każdego samorządu, w tym samorządu województwa, nie radzą sobie z wieloma problemami. Nasza opinia jest inna. Każdy z koalicjantów, którzy wchodzą w skład zarządu obecnej kadencji, będzie starał się w swoim środowisku politycznym, wychodząc na zewnątrz w trakcie kampanii, pokazywać, co udało się zrobić.

Mówiła pani o trudnej sztuce kompromisu. Większe tarcia są zwykle na komisjach, na sesjach czy na zarządach?

- Oczywiście łatwiej się rządzi jednemu, góra dwóm koalicjantom, bo wtedy idzie się na mniejsze kompromisy. Jednak nasz układ 4 koalicjantów się sprawdza - realizacja budżetu idzie zgodnie z planem, i zadania, i zapisy dokumentów strategicznych są realizowane zgodnie z założeniami. Nikt by nie przypuszczał i wszyscy w Polsce się dziwią (co słyszymy na konwentach), że 4 koalicjantów potrafi w sposób zgodny i merytoryczny ze sobą współpracować. Na zarządach owszem, są tarcia, ale one nie mają charakteru agresji, a są stricte merytoryczne. Próbujemy sobie udowodnić, kto ma rację, przekonać się do racji i zazwyczaj wychodzimy jako koalicja z tych sporów suchą stopą. Natomiast starcia na komisjach i w sejmiku, gdzie jedyną opozycją jest PiS, wyglądają inaczej. W naszej ocenie skala pretensji opozycji jest niewielka i przesadzona. Nie ma poważnych powodów, żeby zakwestionować pracę obecnego zarządu.

Skoro już o wyborach samorządowych mowa. Czy są regiony, z którymi  lewica wiąże największe nadzieje? Gdzie upatrujecie szans na koalicje, czy są ambicje na stanowisko marszałka?

- Stąpamy mocno po ziemi i znamy swoje sondaże. Cieszy nas to, że mamy w miarę stabilne poparcie. Przyznaliśmy się do błędów w poprzednich latach, posypaliśmy głowy popiołem, na bazie dawnych błędów wiemy, czego powinniśmy unikać. Jeśli chodzi ogólnie o regiony w Polsce, każdy ma swoją specyfikę. Na ścianie wschodniej, w części regionów północnych silny jest PSL. W województwie śląskim specyfika jest inna. Mamy RAŚ (obecnie już Śląską Partię Regionalną), którego traktujemy jako naszego naturalnego koalicjanta. Kampania wyborcza będzie bardzo dobrą okazją, by się pochwalić tym, co się udało, ale również zdefiniować te problemy, które nam zostały do rozwiązania w przyszłych latach.

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
(ski)